(Tak wtrącić chciałam, że zwiedzanie łączy się z jedzeniem. Tutejsze lody, są wg mnie super. Gałka za 50 centów. A najlepsze są cynamonowe!)
- na zdjęciu powyżej Jaga i Dusan
Przez pierwszy tydzień większość czasu spędzałam z Jagą- doktoryzującą się polonistką, studentką bohemistyki posiadająca również licencjat z serbistyki. Wybrałaśmy się razem na jednodniową wycieczkę do Budapesztu.
Trzeba wiedzieć, że w Budapeszcie jest naprawdę mało mostów. A naszą przygodę można zawrzeć w paru punktach.
1. Kupiłyśmy mapę, żeby być świadomymi turystkami i co nieco orientować się w terenie
2. Ja prowadziłam i na mapę patrzyłam.
3. Po jakimś czasie stwierdziłam, że 750 forintów wydane, a mapa zła i wszystkie ulice jakoś inaczej się nazywają
4. W końcu jacyś mili koledzy, po rozpaczliwej prośbie o wskazanie na mapie naszego aktualnego położenia, pomogli nam określić właściwy kierunek marszu. (Przy okazji 1 z nich oznajmiwszy, że został nauczony przez swoich polskich znajomych paru brzydkich słów, nie omieszkał ich wymienić.) Okazało się, że tak kiepski ze mnie pilot, że (nie wiem, jak to możliwe ale) pomyliłam mosty.
5. I wszystko nagle nabrało sensu. Jednak sprzedali nam dobrą mapę, a nazwy ulic zostały dobrze wydrukowane. Cóż, to było jednak bardziej prawdopodobne.
Mimo wszystko wycieczkę uważam za udaną, no i Budapeszt bardzo piękny!


a co Dustan je na zdjęciu?
OdpowiedzUsuńcoś rosołopodobnego
OdpowiedzUsuńa co to za budynek za Tobą na zdjęciu?
OdpowiedzUsuńparlament budapeski
OdpowiedzUsuń