poniedziałek, 24 października 2011

Czwartek 20.10.11 października był dziwnym dniem…

- podczas mojej wyprawy do ambasady polskiej zostałam zaczepiona cztery razy przez cztery różne osoby, nie wiem, widocznie tego dnia wyglądałam na wyjątkowo obeznaną w okolicy, pomocną i hojną osobę. Jedno z tych spotkań było najdziwniejszym, jakie kiedykolwiek zdarzyło mi się mieć.

Szłam sobie spokojnie nikomu nie wadząc, wnikliwie przy tym studiując mapę, kiedy kątem oka zauważyłam zbliżającego się do mnie pana w podeszłym wieku. Wyciągnęłam więc słuchawki z uszu, żeby nie być niemiłą. Starszy pan (dalej zwanym dziadkiem) zapytał po słowacku dokąd chcę dojść i usłyszał, że do ambasady polskiej ale że spokojnie, poradzę sobie, bo przecież mam mapę. Na moją wzmiankę o Polsce, dziadek oznajmił, iż jego matka chrzestna też z Polski pochodzi (od tej chwili dziadek zwracał się do mnie mieszanką słowackiego, polskiego i rosyjskiego- no i muszę zaznaczyć, że mimo usilnych starań, nie wszystko zrozumiałam).
Dziadek zapytał jak mam na imię, potem sam się przedstawił, spytał co studiuję, następnie wskazał na pozostałości dawnej synagogi i zapytał jakiego wyznania jestem, zaraz potem oświadczył, że jest rabinem (hmm… byłym? Miał trochę menelowaty wygląd) i że mam poczekać, to przyniesie kamienie i razem je tam położymy (aha, od tej pory dziadek zwany jest dalej rabinem). Choć nie za bardzo mi się to uśmiechało, poczekałam na rabina z kamieniami.
Rabin pocałował mnie w ręce, a potem chyba w ramach rewanżu, zamarzyło mu się jakieś euro. Cóż 1 euro mu dałam, bo trochę się martwiłam, że w przeciwnym razie się nie odczepi. No i nie pamiętam już wszystkiego po kolei, ale rabin wspominał coś o bracie w Ameryce, o moich oczach (że niebieskie), że chce mój adres, a na pytanie po co odpowiedział, że chce mi oddać pieniądze, albo wysłać kartkę (albo jechać ze mną do Ameryki?). Stwierdził też, że i tak mnie znajdzie bo wie, co studiuję. Hmm. Na koniec mnie uściskał, a potem jeszcze dowiedziałam się że mam uważać, żeby mnie tu nie zabili, bo tu mafia jest!

Ale chyba jedyne czego można się tu bać, to obce szalone dziadki na ulicy;)

- wieczorem porządkując ciuchy leżące na drugim łóżku, z lekkim zdziwieniem zauważyłam złożoną w kostkę nienależącą do mnie pościel. W ten subtelny sposób dowiedziałam się, że mam nową współlokatorkę. Poznałam ją następnego dnia- na imię ma Lenka i nie mówi po angielsku. W sumie, to miała się wprowadzić dziś, ale jak na razie ani widu, ani słychu…

2 komentarze: