Wychodząc ze stołówki postanowiłam nabyć coś do picia w sklepiku przy wyjściu. A że od jakiegoś czasu próbuję rozprawiać po słowacku ze sprzedawcami, to też i tym razem podjęłam próbę. No i poprosiłam ładnie o wodę, a pani odetchnęła z ulgą, że nie musi mówić po angielsku i wymieniła wszystkie smaki. Nic nie zrozumiałam oprócz „hruška”, więc pytam „hruška?”, pani powtórzyła, tym razem były to dwa słowa, więc stwierdzając że zapewne to jakiś rodzaj gruszki, wzięłam i zapłaciłam.
Cóż, nie była to „hruška” tylko „materina dúška".
Okazało się, że oto nabyłam wodę mineralną o smaku tymianku. Tymianku! Czy ktoś może się pochwalić, że kiedyś pił taką wodę? A ja i owszem i muszę przyznać, że całkiem smaczna:)

łał! proszę mi taką przywieźć na Święta jak się zobaczymy! ale oddam w złotówkach :)
OdpowiedzUsuń:) ta woda jest tu chyba całkiem popularna, bo dzisiaj w Billi też widziałam. Ula, jak będę miała "niedobagaż", to wezmę:)
OdpowiedzUsuń